środa, 20 listopada 2013

Co znaczą symbole graficzne znajdujące się na kosmetykach?

Zainspirowana przedmiotem z moich studiów, postanowiłam podzielić się z wami ciekawszymi informacjami, które myślę że mogą mieć kluczowe znaczenie przy zakupie kosmetyku w dobie nieograniczonego wyboru. Na półkach w drogeriach i aptekach roi się od przeróżnych marek, nieustannie pojawiają się nowe, albo nowe serie tych już nam znanych. Jak nadążyć? Przede wszystkim kierowałabym się zasadą, którą wyznaje również Tołpa, że mniej znaczy więcej. Staram się to praktykować, bo pęka mi serce kiedy wynajduję gdzieś w w zakamarkach domu przeterminowane, czasem i cuchnące kosmetyki. Umiar i zdrowy rozsądek to podstawa. Z biegiem studiów i poszerzania się mojej wiedzy z zakresu kosmetyków, będę trąbić o istotnych sprawach. Na pierwszy ogień idą symbole.

Znak: produkt nietestowany na zwierzętach Znak królika. Oznacza, że kosmetyk nie był testowany na zwierzętach. Nie jest obowiązkowy, ponieważ na terenie Unii Europejskiej jest ogólny zakaz takich testów.


Znak - recyclingRecykling - opakowania, które można użyć ponownie.

Znak - Dbaj o czystośćSymbol "Dbaj o czystość" - mówi, że opakowanie produktu można poddać recyklingowi - nadaje się do segregacji odpadów.

Znak: bezpieczny dla ozonuSymbol "Bezpieczny dla ozonu" -produkt nie zawiera freonów, które niszczą warstwę ozonową, znak dobrowolny.

Znak: zielony produktSymbol "Zielony punkt" - informuje o tym, że producent produktu utylizuje odpady

Znak: produkt łatwopalny Produkt łatwopalny, nawet przegrzany grozi zapłonem

Symbol "Ręka na książce" - informuje o tym, że któraś z ważnych informacji przeznaczonych do obowiązkowego umieszczenia na opakowaniu nie zmieściła się, ale jest na ulotce. Symbol obowiązkowy

Symbol instytucji ekologicznej, wydającej świadectwa weryfikujące dostosowanie produktów ekologicznych do standardów obowiązujących w Europie, USA i Japonii. Jest dobrowolny
Znak "e" - mówi o masie produktu w opakowaniu, która została skontrolowana w momencie pakowania. Jest dobrowolny

Klepsydra - oznacza datę minimalnej trwałości, która może być oznaczona symbolem, lub zdaniem "najlepiej zużyć przed...". Symbol/zdanie obowiązkowe, w wersji miesiąc-rok, lub dzień-miesiąc-rok

  Symbol otwartego słoiczka - okres trwałości po otwarciu. Jeśli data minimalnej trwałości jest dłuższa niż 30 miesięcy, to symbol klepsydry można zastąpić symbolem słoiczka. Obowiązkowy, ale nie dotyczy opakowań hermetycznych


Trójkąty odnoszą się do materiałów opakowaniowych. Symbol pod trójkątem mówi z jakiego materiału został wykonany. Jeśli zauważycie, że po pewnym czasie opakowanie produktu kosmetycznego odkształca się, odbarwia, albo dzieje się z nim coś podejrzanego, to znaczy że zaszła reakcja między nim a produktem, co mogło wpłynąć na skład kosmetyku.

Materiałem użytym do produkcji jest polietylen o wysokiej gęstości. Wykorzystuje się go zarówno do opakowań, jak i jako środek ścierny w pastach do zębów i peelingach.
Polietylen o małej gęstości.

Mieszanina innych polimerów.








piątek, 15 listopada 2013

Bonjour yeux!


Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię jak na powiece dzieje się za wiele. Make-up oczu ograniczam do dwóch kolorów, z czego zazwyczaj jednym jest cielisty albo jakiś inny naturalny odcień, drugim kredka lub ciemniejszy cień, prawie zawsze matowe. Ostatnio na zajęciach dowiedziałam się, że najbardziej uczulające są cienie w odcieniach zielonym i niebieskim oraz te perłowe. Na szczęście rzadko po takie sięgam, a te perłowe mam już sprawdzone. Lubię też wyrazistą retro kreskę, którą od lat maluję eyelinerem z pędzelkiem Maybelline. Sprawdzałam już eyelinery w pisaku, niby łatwiejsze w użyciu, jednak nasycenie koloru jest dużo słabsze, stąd nie polecam. Nigdy nie lubiłam kredek, mam wrażliwe oczy i rysowanie kreski kredką, zwłaszcza gdy była twarda bywało zniechęcające i bolesne. Przypadkiem wpadłam na wyspę w centrum handlowym z kosmetykami kolorowymi Flormar i kupiłam czarną kredkę – rewelacja. Miękka, intensywny kolor, nie kruszy się. Od razu wróciłam kupić też szarą i ciemnozieloną. Czasem używam białej kredki na linii wodnej oka, co optycznie je powiększa i dodaje świeżości spojrzeniu, zwłaszcza po ciężkiej nocy ;) Nie mam swojego ulubionego tuszu do rzęs. Być może jestem zbyt wymagająca, wciąż szukam. Przy makijażu oczu bardzo istotne są dla mnie brwi, które w najlepszym wydaniu u mnie są lekko wyregulowane, zabarwione brązową henną, która optycznie uzupełnia moje mało obfite we włoski nasadki oraz od niedawna "tuszuję" je i czeszę kreatorem brwi  z Eveline (do kupienia w Rossmannie za około 10zł). Kreator przypomina tusz do rzęs, natomiast jest dużo rzadszy i lżejszy, o mniejszej lepkości. Dodaje wyrazistości zarówno samym brwiom jak i całej twarzy ;)) Oduczyłam się już stosować podkład na okolice oczu, zastępuje go korektorem z Sephory, który na razie się u mnie sprawdza. Zachęcam was do stopniowego wyzbywania się małych grzeszków urodowych na rzecz większej świadomości w doborze i stosowaniu kosmetyków ;) 



Pudrowy róż z lewej z drobinkami, ciepły róż matowy i matowa jasna baza

Dwa odcienie matowej szarości, za pomocą których można wiele stworzyć, nawet efekt kreski

Matowy brąz i perłowa... perła. Dobre razem jak i osobno ;)





wtorek, 12 listopada 2013

Moja pasja moim sposobem na życie



Brzmi to może banalnie, ale tak jest. Odkąd poznałam lepiej kosmetologię stała się ona głównym nurtem mojego życia. Ukończyłam studia licencjackie, gdzie miałam dużo zajęć związanych z kosmetologią praktyczną, upiększającą i specjalistyczną. Od października tego roku kontynuuję naukę w tej dziedzinie, ale poszerzoną o sporą dozę chemii, żeby wiedzieć wszystko co możliwe o kosmetykach. Są to studia magisterskie na Uniwersytecie Jagiellońskim, coś o czym marzyłam i wreszcie się spełniło. Ćwiczenia w laboratoriach to istna frajda ;) Nie przeszkadza mi to, że co drugi weekend miesiąca spędzam 2,5 dnia zamknięta na wydziale, czasem po kilka godzin siedząc na tyłku i pisząc notatki. Jest to czas intensywny ale i dający dużo radości. Moja praca od 2 lat też jest związana z kosmetologią. Staram się jeździć na Międzynarodowy Kongres Kosmetologiczny (i targi) LNE&SPA do Krakowa, który odbywa się co pół roku – bardzo polecam, zawsze zapraszani są ciekawi goście, których wykłady potrafią dużo zmienić w myśleniu. W maju byłam m.in. na wykładzie doktora Szczyta, niesamowity i inspirujący człowiek. Ale nie tylko on, jest też kilka innych osób, których doświadczenie i pasja bardzo motywują, można często przeczytać ich artykuły w magazynie kosmetycznym LNE&SPA. Myślę, że to duże szczęście móc w życiu robić to co się lubi, ja się dopiero rozkręcam, ale będę się tutaj dzielić z Wami moimi postępami <3

Lne&Spa, czytam od deski do deski. Mają świetne okładki

niedziela, 18 sierpnia 2013

DIY - pasta cukrowa do depilacji ciała

Jest doskonałą alternatywą dla depilacji woskiem. Opanowując domową depilację pastą cukrową możemy pożegnać się z podrażnieniami wywołanymi goleniem maszynką. Dla niecierpliwych: podobno przyrządzenie idealnej pasty wymaga podjęcia trzech prób, ale nie zniechęcajcie się. Wszystko czego potrzebujemy to:
2 szklanki cukru
1/4 szklanki wody
1/4 soki z cytryny
Stosuję tę metodę od niedawna i jak dotąd używałam pasty na wzór ciekłego gorącego wosku, czyli przy użyciu pasków. Ale bardziej zaawansowane zwolenniczki pasty rozprowadzają ją dłońmi, formując z niej kulkę. Jak dojdę do bezpaskowej perfekcji, to na pewno się tym podzielę, tymczasem przedstawiam to co opanowałam do tej pory. Jeśli chodzi o gotowanie pasty, na YouTube jest dobry filmik instruktażowy, na którym widać zmianę zabarwienia piany i konsystencji.
W skrócie: wszystkie składniki łączymy w garnku i gotujemy na średnim ogniu. Gdy masa zagotuje się, zmniejszamy ogień i dalej gotujemy, stale mieszając. Pojawi się piana a całość będzie przypominać karmel przyjmując kolor bursztynowy. Czas gotowania jest różny. Robiłam ją na razie raz i trwało to około 15min, ale spotkałam się z informacjami że można ją przygotować w 7-8 min.



Gotową gorącą pastę przelewam do słoików, bo taka ilość wystarczy na kilka zabiegów. Żeby przejść do depilacji, trzeba poczekać aż wystygnie, bo można się łatwo poparzyć. Za każdym razem przed nałożeniem pasty na wybraną partię ciała sprawdzamy jej temperaturę na nadgarstku. Aby użyć pastę do kolejnego zabiegu, podgrzewam ją na kuchence w łaźni wodnej. Paski zrobiłam z płóciennej torby na zakupy (można też użyć stare jeansy, prześcieradła, generalnie materiał nieelastyczny) a do rozsmarowywania używam noża do masła (może to być też drewniana, wąska szpatułka). Nie używam talku, ale przy wrażliwej skórze można przysypać ją zasypką dla dzieci, tak jak jest to robione przed depilacją gorącym woskiem, w celu wyeliminowania ewentualnych podrażnień. Pastę nakładamy zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa, a pasek odrywamy w kierunku przeciwnym (zdecydowanym, energicznym pociągnięciem), czyli pod włos ;) Pierwszy zabieg przyprawiał mnie o zawroty głowy, ale porównując do wosku boli zdecydowanie mniej, oraz przy każdej następnej depilacji ból jest coraz słabszy. Różne źródła podają, że przy tej metodzie włoski nie mają prawa wrastać odrastając, tego jeszcze nie wiem, ale też nigdy wcześniej mi nie wrastały. Ponoć można usunąć włoski nawet tak krótkie jak 1-2mm, w moim przypadku to się nie sprawdza. Najbardziej optymalna długość włosa to raczej 5mm. Żałuję, że nie przekonałam się do tego specyfiku wcześniej. Gorąco polecam!

piątek, 16 sierpnia 2013

In love with Tołpa

Zarówno ja, jak i moje przyjaciółki kochamy Tołpę całym sercem. Poniekąd to miłość do profesora Stanisława Tołpy (dla ciekawych kim był prof. Tołpa), bo pewnie bez niego firma Tołpa nie gościłaby w naszych łazienkach w postaci kosmetyków. Tak na marginesie Tołpa jest na tyle obecny w naszym życiu, że tuż obok naszego domu znajduje się park Jego imienia :)) 
Na tyle na ile pozwalają mi moje studenckie fundusze staram się sukcesywnie testować coraz więcej produktów tej firmy. Jako że lato bardzo zachęcało do zadbania o ciało, były to specyfiki do smarowania i kąpieli. 

MASKA BOROWINOWA


Z maską borowinową zetknęłam się już wcześniej na zajęciach z Kosmetologii. Jest bardzo gęsta, raczej nie ma zapachu, w konsystencji to pasta, która łatwo rozsmarowuje się na skórze. Jedną saszetką (kupiłam w Rossmannie) uraczyłam uda, brzuch i pośladki, a następnie postępując zgodnie z instrukcją owinęłam ciało folią, co wyglądało tak:

Maska w akcji
Jest to fajny sposób na pielęgnację ciała, jeśli mamy więcej czasu, bo maskę trzeba trochę potrzymać, najlepiej się zrelaksować i poleżeć :)) Dla efektów antycellulitowych i wyszczuplających polecana jest do regularnego stosowania, jako seria zabiegów.  Po jednym razie natomiast skóra jest przyjemnie gładka i napięta.



Byłoby idealnie, gdybyśmy znalazły czas na kąpiel borowinową i peeling przed aplikacją maski, tworząc swój własny zabieg w domowym spa. Ale można pielęgnację dzielić. Ważne żebyśmy robiły dla siebie chociaż trochę dobrego :)) Peeling Planet of Nature upolowałam na przecenach w drogerii Hebe. Elementem złuszczającym są naturalne drobinki ryżowe, zawsze wolę coś naturalnego zamiast syntetycznych polimerów. Oprócz tego ma naturalne ekstrakty roślinne. Lubię.
Nowością w mojej łazience jest kąpiel borowinowa dostępna obecnie na przecenach w Superpharm. Zawiera mix olejków eterycznych, ja szczerze mówiąc poleciałam głównie na lawendę (poza borowiną) w składzie. Uwielbiam lawendowe kąpiele, czasem stosuję czysty olejek eteryczny lawendowy (10 kropli na wannę wody) żeby odprężyć ciało i uspokoić umysł po ciężkim dniu. Działa. A do tego ma jeszcze szereg innych cennych właściwości, o których wspomnę przy okazji posta poświęconego wyłącznie olejkom eterycznym, bo jest w nich taka moc, która nam się nie śniła :))

P.S. Już niedługo coś o domowej depilacji pastą cukrową home made i nowość: efekty 10-dniowej kuracji 10% witaminą C.

poniedziałek, 22 lipca 2013

wonderful smoothness

Mam obsesję na punkcie gładkości skóry i włosów, dlatego ten post będzie poświęcony moim specom od wygładzania.

Twarz 


Odkąd na rynek weszła nowa linia dermokosmetyków marki Organique zdążyłam się uzależnić od powyższego kremu. Stosuję go zarówno rano pod makijaż, jak i na noc. Gdy zauważam lekkie miejscowe przesuszenie skóry, przerywam kurację na 2 dni nawilżając skórę tłustym kremem z olejem arganowym (Ziaja). Regularne stosowanie kremu Anti Acne pozwoliło wyeliminować większość zazwyczaj pojawiających się na mojej skórze zaskórników, a to za sprawą zawartości kwasu azelainowego. Oprócz działania złuszczającego ma właściwości sebostatyczne (rzeczywiście mniej się świecę) i antybakteryjne. Drugim składnikiem aktywnym jest Trikenol, ma za zadanie chronić odporność skóry, a kwas hialuronowy optymalnie nawilża. Dlatego skóra jest wygładzona, oczyszczona i rozjaśniona. Nie ma mowy o pojawieniu się jakiegoś stanu zapalnego. Cudo!
Dodam jeszcze, że jak większość kosmetyków Organique oparty jest na bezpiecznej formule wykluczającej większość szkodliwych komponentów chemicznych (parabeny, PEG-i, formaldehyd, donory, SLES, SLS, ALS, wazelina, oleje parafinowe, silikony, etanolaminy). Nadaje się więc do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. 

Ciało

Tutaj przedstawię dwa wygładzacze, ponieważ trochę różnią się działaniem, stosuję je naprzemiennie. 


Niezawodna Tołpa. Jak widać na zdjęciu krem kupiłam w bardzo okazyjnej cenie w drogerii Natura (data ważności kończy się w październiku, do tego czasu zdążyłabym zużyć conajmniej 3 tuby, dlatego cieszyłam się z tego zakupu jak dziecko). Świetnie się wchłania, więc nadaje się na upały, przed wyjściem, nałożeniem ubrania, skóra się po nim nie klei. Efekt to przede wszystkim wygładzenie naskórka, staje się miękki i miły w dotyku. Jest to produkt z serii kosmetyków przyjaznych naturze, dlatego zapach nie jest jego atutem, dla mnie jest mało przyjemny, ale po rozprowadzeniu na skórze znika i zupełnie mi nie przeszkadza. W skali 1-10 oceniam na 9,5 ;)


Eveline, serum intensywnie wyszczuplające i ujędrniające. Wyszczuplanie przemilczę, wiadomo - żaden kosmetyk nas nie odchudzi. Ale co jest tutaj ważne, serum napina skórę, przy regularnym stosowaniu wydaje się być bardziej zbita, gęsta, więc efekt intensywnego ujędrnienia jest osiągalny. Idealne w gorące dni, bo przyjemnie chłodzi. Wygładza elegancko :) 

Włosy


Keratynowa maska do włosów Kallos Cosmetics. Pachnie przecudownie. Wystarczy nałożyć ją na 5 min na umyte i osuszone ręcznikiem włosy, a następnie spłukać. Efekt to włosy jak z salonu fryzjerskiego, swoich już nie muszę prostować kiedy jej użyję. Składniki aktywne to wyciąg keratyny i proteiny mlecznej. Włosy lepiej się układają, nie puszą. Dotąd nie miałam lepszej odżywki do włosów.

wtorek, 4 czerwca 2013

Coming soon

Czerwiec to ostatni i zarazem najgorszy miesiąc na mojej uczelni. Sesja, egzaminy końcowe, obrona licencjatu. W związku z brakiem czasu oto małe zapowiedzi tego, co pojawi się jak będę już wolnym człowiekiem :))

inspirujący zapach zielonej herbaty z cytryną poprawia moją koncentrację w trakcie nauki do egzaminów ;) 

let's colour!

lubię mocne i wyraziste brwi

nowość w mojej kosmetyczce: sypki puder ryżowy

na chłodne deszczowe wieczory odrobina imbiru


pod makijaż całkiem spoko


ratunek na wszelkie stany zapalne

ulubione zapachy <3




czwartek, 9 maja 2013

Podkłady do cery problematycznej

Z podkładami nie ma lekko. Przynajmniej w moim przypadku. Inny na jesień i zimę, inny na wiosnę i lato. I nie chodzi tu o problem z odcieniem, bo blada jestem przez cały rok tak samo, a raczej o konsystencję i trwałość.
Przeszłam długą drogę zanim znalazłam swoje ulubione podkłady (tak, nie jest to jeden). Problemy mojej skóry jakim muszą sprostać to widoczne gołym okiem teleangiektazje ("pajączki"), sporadyczne wykwity oraz ewentualne przebarwienia pozapalne po ich ustąpieniu, nadmierna produkcja gruczołów łojowych i na koniec bardzo jasny kolor skóry przy odrobinie emocji wpadający w róż... Czego zatem szukałam w podkładach? Matowienia, równomiernego krycia, niekiedy nawet korygującego i koloru kości słoniowej, o który niełatwo. Przedstawię wam moje top5, zaznaczając od razu, że każdy z nich to numer 1 w zależności od okoliczności :)


Pharmaceris - delikatny fluid intensywnie kryjący o długotrwałym efekcie
Używałam go odkąd skończyły się ciepłe dni zeszłej jesieni aż do teraz. Rzeczywiście ładnie kryje, ale nie powiedziałabym że intensywnie. Dobrze współpracuje ze skórą, tzn. szybko się w nią wtapia, ujednolica koloryt równomiernie, nie gromadzi się w porach. Ma wyjątkowo przyjemną konsystencję, jest dla mojej skóry ukojeniem, mam wrażenie że nawilża, dodatkowo przyjemnie pachnie. Dobrze się sprawdza przy skórze podrażnionej, miejscowo przesuszonej, po zabiegach profesjonalnych. Utrzymuje się na skórze spokojnie ok. 7 godzin.  Mój zimowy faworyt, bo na lato jest dla mnie już za ciężki i za lepki. Plus za filtr SPF 20.

La Roche-Posay - Toleriane bardzo dobrze kryjący podkład w płynie
To się nazywa krycie :) Bezlitośnie koryguje każdą niedoskonałość skóry, bez efektu maski. Aplikacja tego podkładu nie jest łatwa, trzeba robić to przy doskonałym świetle,bardzo precyzyjnie, nie zapominając o takich zakamarkach jak kącik oka czy brzeg dziurek nosa ;) Oraz nie wolno zapomnieć o dobrym roztarciu go na granicy na której kończymy jego aplikację. Ale krycie jest powalające! Ponadto jest supertrwały, trzyma się cały dzień, mocno przylegając do skóry. Przy trądziku niezastąpiony, ale myślę że posiadaczki skóry naczyniowej też będą zadowolone. Nie zatyka porów, ale żaden z podkładów których używam tego nie robi. Posiada filtr SPF 25, a to się ceni. Świetnie się sprawdzi przy ważnych wydarzeniach, bo pot też nie jest w stanie uszkodzić jego struktury na skórze. Mistrz :)

Bourjois - 1 2 3 perfect - 3 korygujące pigmenty, zero niedoskonałości
Bardzo leciutki podkład, idealny na ciepłe dni. Ma przyjemną konsystencję, pokryta nim skóra staje się dosłownie aksamitna w dotyku, aż chce się ją głaskać. Ładnie matuje i dość długo utrzymuje ten efekt. Jest podkładem zdecydowanie mniej kryjącym, ale radzi sobie z drobnymi niedoskonałościami. Idealny na temperatury +20 stopni Celsjusza.

Clinique - Anti-blemish solutions liquid makeup
Bardzo przyjemny. W konsystencji podobny do Bourjois 1 2 3 perfect. Kryje umiarkowanie, ale świetnie matuje i wygląda bardzo naturalnie na skórze. Idealny na wiosnę i lato gdzie istnieje ryzyko spłynięcia makijażu. Sprawia że cera staje się gładka w dotyku. Dodatkowym atutem jest to, że przy ewentualnie występujących niedoskonałościach, pomaga je zwalczyć.

La roche posay - Toleriane Teint Mineral - prasowany puder korygujący
Jest to puder, który daje nam możliwość pokrycia skóry jak podkład. Jest magicznie lekki, intensywność krycia zależy zatem od ilości aplikacji. Noszę go na co dzień w torebce, jest niezastąpiony jeśli chodzi o poprawki makijażu, bo w opakowaniu znajduje się specjalna gąbka i lusterko. Posiada filtr SPF 25. Przy cerach suchych (przy każdej innej też jest to wskazane) koniecznie trzeba nałożyć krem nawilżający, ponieważ sam puder może się bez tego nie rozprowadzić jednolicie, albo dawać uczucie dyskomfortu związane ze ściągnięciem skóry. Jestem od niego uzależniona i tylko czekam na promocje w Super-Pharmie, bo bez niego ani rusz. Idealny dla osób nieprzepadających za makijażem, na upalne dni, do lekkich poprawek, albo jak nie ma czasu na precyzyjne rozprowadzanie podkładu w płynie ;) Jako jedyny z wymienionych kompletnie nie wymaga wykończenia pudrem, bo sam nim jest ;)

środa, 24 kwietnia 2013

Marokańska odnowa - krok trzeci

Wreszcie ostatni krok domowego rytuału SPA :) Jest wyjątkowy, bo nie ogranicza nas jeśli chodzi o dobór kosmetyku końcowego. Skórę twarzy, szyi i dekoltu możemy poczęstować zupełnie czymś innym niż resztę ciała, wszystko zależy od problemu z jakim chcemy się rozprawić, albo od wyznaczonego celu.
Jeśli rytuał ma pozostać marokańskim, w grę wchodzi tak modny teraz olej arganowy.


Jedyny olej, który sprawdziłam to ten z Organique. W jego składzie znajdziemy wyłącznie olej arganowy, żadnych konserwantów. Nie pachnie wbrew panującej opinii, że posiada specyficzny zapach orzechów, albo że pachnie kozą (!!!). Jako że jest jednym z droższych olei, polecam stosować go na skórę twarzy, szyi i dekoltu. Nadaje się do skóry wrażliwej, także na skórę wokół oczu, co przy jego przeciwzmarszczkowym działaniu jest zbawienne, bo nierzadko uroniłam łzę po zaaplikowaniu specyfiku pod oczy. Zawiera NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe), kwas linolowy, fitosterole, witaminy E i F, stąd słusznie nazywany jest eliksirem młodości :) Przy cerach tłustych najlepiej stosować na noc.

A teraz ciało. Najlepiej będzie sięgnąć po kosmetyk o konsystencji masła. Oczyszczona skóra aż się prosi o nawilżenie. W związku ze zbliżającym się latem moim wyborem jest masło Ziaja Rebuild ukierunkowane ujędrnianie. Uwielbiam zapach tej serii, taki trochę apteczno-zielarski. Po nałożeniu masła na ciało skóra rzeczywiście delikatnie się napina, przez co lepiej wygląda. Aplikując tego rodzaju kosmetyki warto pamiętać o masujących, kolistych ruchach od kostek w górę, najlepiej na biodrach kończąc. Dla lepszego efektu można przed nałożeniem masła wsmarować w skórę serum drenujące z tej samej serii. Jestem w niej zakochana i od niej uzależniona, więc na pewno pojawi się post poświęcony Ziaja Rebuild <3
Bardzo istotna jest obecność wielu składników aktywnych, takich jak ekstrakt z centella asiatica, z ananasa, z bluszczu pospolitego, gorzkiej pomarańczy, kawy, miłorzębu japońskiego, morszczynu, rozmarynu lekarskiego, koenzym A, kofeina, L-karnityna, witamina E. Och i ach :)

zdjęcie z www.ziaja.com 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Marokańska odnowa: krok drugi

Czekając na przyjemne temperatury powyżej 10 stopni Celsjusza zaczęłyśmy nasz domowy marokański rytuał. Mamy już za sobą eksfoliację naskórka, czas więc na dogłębne oczyszczanie i wygładzanie. W roli głównej występuje Glinka Ghassoul (Rhassoul).




Glinka Ghassoul jest bogata w związku krzemu i magnezu, a także w takie pierwiastki jak wapń, żelazo, glin, miedź, lit i cynk. To nie znaczy, że będziemy ją jeść, ale nasza skóra dzięki czarnemu mydle (krok 1) świetnie wchłonie te elementy. Poza tym glinka świetnie detoksykuje i wygładza naskórek. Wystarczy rozrobić ją z wodą do konsystencji gęstej śmietany, powstanie w ten sposób urocze błotko gotowe do nałożenia na skórę. Jeśli masz skórę suchą najlepiej dodaj kilka kropli oliwy z oliwek albo innego oleju (arganowy, oliwka dla dzieci), ponieważ maski z glinki mogą powodować uczucie nieprzyjemnego ściągania w trakcie zasychania na skórze. Posiadaczki skóry tłustej i/lub zanieczyszczonej docenią jej właściwości absorbujące, dlatego można po nią sięgać również przy problemach z owłosioną skórą głowy. O czym należy pamiętać: glinki nie mogą mieć kontaktu z metalowymi przedmiotami (łyżeczki, miski), ponieważ tracą swoje właściwości.
SKŁAD: MAROCCAN LAVA CLAY
Sposób użycia: na twarz i ciało identycznie, rozrobioną z wodą (i ew. dodatkiem olejku) glinkę rozprowadzić cienką warstwą, omijając okolice oczu. Pozostawić do wyschnięcia (ok. 10 min). Zmyć wodą, najlepiej kolistymi ruchami żeby dodatkowo delikatnie zetrzeć naskórek. Efekt: gładka skóra. W miejscach aplikacji glinki mogą pozostać zaczerwienienia, które po kilku chwilach samoistnie ustępują.



Na zdjęciach glinka Organique w postaci pudru. Nie posiada zapachu. Można też spotkać ją w formie gotowych do użycia past rozrobionych z wodą i olejkami eterycznymi, jednak większą frajdę sprawia mi przygotowywanie mazideł w domu z półproduktów ;) Z takiej glinki można oprócz maski stworzyć pastę do mycia ciała i delikatny peeling. Jak widać kombinacji jest wiele. Miłego oczyszczania <3

http://www.mydlarnia.info/glinka-ghassoul-%E2%80%93-najstarszy-z-sekret-243w-urody-100g-cat-189-id-309.aspx tutaj glinka w Mydlarni u Franciszka 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Marokańska odnowa


Kalendarzowy pierwszy dzień wiosny mamy już za sobą. Przed nami prawdziwa wiosna, a za tym idzie zrzucenie z siebie warstw ubrań i makijażu. Pokażemy więcej ciała, ale zanim to nastąpi proponuję  odpowiednio się przygotować. Mój sposób jest prosty, ekologiczny i spektakularny. Składa się z trzech kroków, które wykonasz sama we własnej łazience. Taki zabieg nazywam marokańską odnową, bo wszystkie, albo prawie wszystkie produkty jakich do niego potrzebuję pochodzą oryginalnie z Maroka. Są to: Savon Noir – czarne mydło marokańskie o właściwościach eksfoliujących, glinka Ghassoul oraz olej arganowy. Marokański domowy rytuał łatwo wchodzi w nawyk, ze względu na szybkie efekty, a wykonywać możemy go zarówno na samą twarz jak i całe ciało. Także do dzieła!

Krok pierwszy: eksfoliacja
Savon noir, czyli czarne mydło marokańskie to kosmetyk, w który nie wierzyłam dopóki nie spróbowałam. Wcześniej nie byłam fanką naturalnych kosmetyków, ale od momentu poznania Savonu zaczęłam je doceniać. Mydło ma konsystencję gęstej pasty, jego forma przypomina rozgniecioną plastelinę a zapach jest bardzo specyficzny. Składa się z miazgi z czarnych oliwek i oleju oliwnego.
Skład: AQUA, OLEA EUROPAEA (OLIVE) OIL, POTASSIUM HYDROXIDE. 



Stosowanie:
1. Twarz: na suchą, oczyszczoną skórę twarzy nałóż cienką warstwę suchymi palcami. Nie będzie to łatwe, zwłaszcza żeby rozprowadzić mydło równomiernie ze względu na jego formę. Nie zniechęcaj się, rozprowadź w miarę możliwości równo, omijając okolice oczu i pozostaw na około 10 minut.
Mydło można zmyć na dwa sposoby: dłuższy oraz ekspresowy (osobiście preferuję ten drugi). Jeśli masz więcej czasu, zmocz w wodzie opuszki palców i kolistymi ruchami spień mydło, aż powstanie na Twojej twarzy biało-zielona piana, którą łatwiej będzie kolejnymi ruchami spłukać. Jeśli się spieszysz użyj mokrej kompresówki (mały ręcznik do twarzy), albo gąbeczek do demakijażu i zwyczajnie zetrzyj mydło z powierzchni skóry. Możesz na koniec przemyć twarz samą wodą dla upewnienia się, że jest całkowicie zmyta. A teraz test na czystość: gdy osuszysz skórę i dłonie przejedź palcami po twarzy. Skrzypi? Tak, jest pełna blasku ale przy tym nie jest ściągnięta J
2. Ciało: potrzebujesz szorstkiej rękawicy. Nałóż na nią odpowiednią ilość mydła i pocieraj aż wytworzy się piana. Wyszoruj całe ciało, możesz też na kilka chwil zostawić mydło na ciele i pozwolić się rozpuścić obumarłemu naskórkowi, tak jak robiłaś to na twarzy. Tak umyta skóra jest świetnie przygotowana na kolejne etapy, które pojawią się już wkrótce :)



Mydło można kupić w sieci sklepów Organique, ale także w różnorakich mydlarniach. Może być czasem w ich składzie olejek eteryczny, który będzie intensyfikował specjalistyczne działanie.