Swoją drogą, jeszcze jako sprzedawca luksusowych kosmetyków prowansalskiego pochodzenia, spotykałam ludzi, którzy zaraz po "dzień dobry" atakowali (tak, to dobre słowo) mnie pytaniami, czy kosmetyki są naturalne w 100%, czy mają konserwanty, czy zawierają parabeny lub SLS-y. Jako, że bardzo nie lubię takich sytuacji, (bo wiem że 99% tych ludzi nie ma pojęcia CO TO JEST paraben, SLS, lub co wiąże się z tym, że kosmetyk jest w 100% naturalny i nie zawiera środków konserwujących) zamykałam im usta pytaniami w stylu: "czego Pan/Pani obawia się stosując kosmetyk z SLS-em/parabenem/konserwantem/", albo "jakiego rodzaju konserwantu chce Pan/Pani uniknąć" itp. Odpowiedzi nie uzyskałam, nigdy. Ludzie przeczytają gdzieś jakiś artykuł i bezmyślnie zaczynają dostawać szału na punkcie czegoś, o czym nie mają większego pojęcia. Owszem, są badania naukowe potwierdzające np. szkodliwość parabenów, ale ci którzy robią największe HALO, nie mają o nich najmniejszego pojęcia ;) Także chill, zrobimy tu sobie przegląd toksycznych substancji stosowanych w kosmetyce, na jednym poście może się nie skończyć, ale do dzieła!
Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle kosmetyki mogą wywierać toksyczny wpływ na organizm. Kosmetyki to ksenobiotyki, czyli substancje chemiczne, które fizjologicznie nie występują w organizmie. Co dzieje się z takimi substancjami, kiedy aplikujemy je na skórę lub błony śluzowe? Mogą zostać wchłonięte do krwioobiegu, następnie rozdystrybuowane do wszystkich tkanek i narządów. W komórkach tkanek i narządów zmieniają się za sprawą enzymów w nich obecnych i powstają metabolity i w najlepszym przypadku te związku lub ich metabolity wydalane są np. z moczem. Substancja obca dla organizmu, zawarta we krwi lub osoczu, może odłożyć się w tkance tłuszczowej. Gdy z tkanki tłuszczowej zacznie z powrotem przenikać do krwi i osocza - mamy do czynienia z działaniem toksycznym. Przykładem substancji mającej takie właściwości jest olej mineralny, który może być zanieczyszczony związkami toksycznymi (np. BaP).
Działanie toksyczne jako alergia - składnik produktu kosmetycznego pobudza działanie układu immunologicznego, co najczęściej objawia się alergią typu kontaktowego zapalenia skóry. Możemy spotkać się też z równomiernym silnym zaczerwienieniem skóry, uczuciem gorąca, pieczenia, obrzękiem.
Substancje o możliwym działaniu toksycznym:
Filtry p/UV: najnowsze filtry dzięki zastosowaniu w nich nanocząsteczek, dobrze się rozsmarowywują i wchłaniają w skórę, bez pozostawiania białego filmu. Są to zazwyczaj tlenek cynku i tlenek tytanu. Niestety biorąc pod uwagę nanorozmiar cząsteczek, mogą wchłaniać się przez skórę, a na dalszy ich los w organizmie przestajemy mieć wpływ. Także całkiem możliwe, że dotrą do każdej z możliwych komórek organizmu i będą działać mutagennie.
Nanocząsteczki: będąc już w temacie nanosubstancji - nanocząsteczki mogą wywierać szereg działań toksycznych poza wspomnianą wyżej genotoksycznością, takie jak cytotoksyczne, stres oksydacyjny a także działanie zapalne. Nanonośnikami są teraz bardzo popularne i modne liposomy, w których zamykane są np. koenzym Q10, retinol, kwas laurynowy, kolagen, elastyna i wiele wiele innych.
Barwniki: w szamponach, dezodorantach, farbach do włosów, pastach do zębów, odżywkach, można spotkać substancję barwiącą E133 (Błękit brylantowy FCF). Jest to substancja rakotwórcza (do jej produkcji używana jest benzyna...), może wywołać astmę, katar sienny, pokrzywkę a także nasilić objawy nietolerancji salicylanów (czyli np. aspiryny).
Triclosan: stosowany krótko nie działa toksycznie. Natomiast kto chciałby mieć z nim przygodę wiedząc, że ma działanie rakotwórcze, teratogenne. W kosmetykach występuje jako antyseptyk, pojawia się w kosmetykach p/trądzikowych.
Talk: stosowany jest w produkcji pudrów, jako dodatek do mydeł, teoretycznie zwykły nieszkodliwy minerał. Natomiast zdarza się, że w przemyśle kosmetycznym występuje w zanieczyszczonej formie - z ołowiem i chromem - co cechuje go już działaniem rakotwórczym. Ponoć stosowany regularnie w okolicach inymnych 3-4 krotnie podnosi ryzyko powstania raka jajników (są badania, dla ciekawskich mogę wysłać w wiadomości prywatnej;) )
Bentonit: wg IARC (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem) wdychanie pyłu bentonitowego może być szkodliwe dla układu oddechowego (w postaci pyłu w produktach kosmetycznych występuje w maskach do rozrabiania z wodą). Poza tym wnika w do porów skóry, gdzie pęcznieje pod wpływem wilgoci i zatyka je. Jest to działanie komedogenne oraz przyczynia się do powstawania stanów zapalnych. Utrudnia oddychanie skórze, a tworząc beztlenowe warunku ułatwia sprawę bakteriom beztlenowym, które biorą udział w rozwoju trądziku.
Tauryna: co prawda tauryna występuje naturalnie w organizmie, ale ta stosowana w napojach i kosmetykach jest pochodzenia syntetycznego. Pojawia się m.in. w składach produktów do włosów, działając bardzo korzystnie. Ale - w podwzgórzu, gdzie może dotrzeć - może modyfikować funkcję neuroendokrynną, działając immunostymulująco, gdzie jest szansa, że doprowadzi to nawet do rozwoju łuszczycy.
Olej mineralny (mineralne parafiny): mój wszechobecny ulubieniec ;) pochodna ropy naftowej. Dlaczego unikam? Parafinowa maź pokrywa szczelnie skórę, co może zatykać pory, uniemożliwiać usuwanie toksyn poprzez drogę skórną, wywoływać trądzik, spowalnia też rozwój komórek skóry, co skutkuje przedwczesnym starzeniem. Poza tym stosując produkt z parafiną, nie mamy pojęcia czy jej postać jest całkowicie czysta, a ta ma zdolności łączenia się z WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, w tym BaP). Jeśli chodzi o kosmetyki do ciała (nawet peelingi) moja ostrożność jest taka sama. Parafiny mają tendencję do odkładania się w tkance tłuszczowej, a nawet mleku karmiących matek...
Ftalany: występują w lakierach do włosów, piankach do włosów, żelach, perfumach, dezodorantach. Działanie toksyczne polega na tym, że u dzieci mogą wykazywać działanie estrogenne (przedwczesne dojrzewanie dziewczynek, przedwczesny rozwój piersi) natomiast u chłopców mogą hamować syntezę androgenów (skutkuje to utratą komórek w jądrach).
Dużo się tego zrobiło jak na pierwszy raz w tak poważnej sprawie. Ten post nie ma służyć straszeniu Was i przestrzeganiu przed używaniem produktów, które lubicie i cenicie. Wszystko z umiarem i większą świadomością, a będzie dobrze :) Ciąg dalszy nastąpi.
Powyższy post powstał dzięki uprzejmości i na podstawie materiałów opracowanych przez wykładowcę Uniwersytetu Jagiellońskiego, Panią Doktor n. farm. Małgorzatę Gawlik













