środa, 24 grudnia 2014

Toksyczność kosmetyków

Słowem wstępu apeluję, abyśmy nie dali się zwariować i nie nazywali składów produktów kosmetycznych pochopnie"chemią" - mając na myśli jakieś skończone zło, bo jakby nie patrzeć kosmetyk to kilka - kilkanaście związków chemicznych, naturalnych bądź syntetycznych. Także wyluzujmy z podejściem do INCI, bo skończymy jako hejterzy wszystkiego, co ma datę ważności dłuższą niż tydzień ;)

Swoją drogą, jeszcze jako sprzedawca luksusowych kosmetyków prowansalskiego pochodzenia, spotykałam ludzi, którzy zaraz po "dzień dobry" atakowali (tak, to dobre słowo) mnie pytaniami, czy kosmetyki są naturalne w 100%, czy mają konserwanty, czy zawierają parabeny lub SLS-y. Jako, że bardzo nie lubię takich sytuacji, (bo wiem że 99% tych ludzi nie ma pojęcia CO TO JEST paraben, SLS, lub co wiąże się z tym, że kosmetyk jest w 100% naturalny i nie zawiera środków konserwujących) zamykałam im usta pytaniami w stylu: "czego Pan/Pani obawia się stosując kosmetyk z SLS-em/parabenem/konserwantem/", albo "jakiego rodzaju konserwantu chce Pan/Pani uniknąć" itp. Odpowiedzi nie uzyskałam, nigdy. Ludzie przeczytają gdzieś jakiś artykuł i bezmyślnie zaczynają dostawać szału na punkcie czegoś, o czym nie mają większego pojęcia. Owszem, są badania naukowe potwierdzające np. szkodliwość parabenów, ale ci którzy robią największe HALO, nie mają o nich najmniejszego pojęcia ;) Także chill, zrobimy tu sobie przegląd toksycznych substancji stosowanych w kosmetyce, na jednym poście może się nie skończyć, ale do dzieła!



Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle kosmetyki mogą wywierać toksyczny wpływ na organizm. Kosmetyki to ksenobiotyki, czyli substancje chemiczne, które fizjologicznie nie występują w organizmie. Co dzieje się z takimi substancjami, kiedy aplikujemy je na skórę lub błony śluzowe? Mogą zostać wchłonięte do krwioobiegu, następnie rozdystrybuowane do wszystkich tkanek i narządów. W komórkach tkanek i narządów zmieniają się za sprawą enzymów w nich obecnych i powstają metabolity i w najlepszym przypadku te związku lub ich metabolity wydalane są np. z moczem. Substancja obca dla organizmu, zawarta we krwi lub osoczu, może odłożyć się w tkance tłuszczowej. Gdy z tkanki tłuszczowej zacznie z powrotem przenikać do krwi i osocza - mamy do czynienia z działaniem toksycznym. Przykładem substancji mającej takie właściwości jest olej mineralny, który może być zanieczyszczony związkami toksycznymi (np. BaP).

Działanie toksyczne jako alergia - składnik produktu kosmetycznego pobudza działanie układu immunologicznego, co najczęściej objawia się alergią typu kontaktowego zapalenia skóry. Możemy spotkać się też z równomiernym silnym zaczerwienieniem skóry, uczuciem gorąca, pieczenia, obrzękiem.

Substancje o możliwym działaniu toksycznym:

Filtry p/UV: najnowsze filtry dzięki zastosowaniu w nich nanocząsteczek, dobrze się rozsmarowywują i wchłaniają w skórę, bez pozostawiania białego filmu. Są to zazwyczaj tlenek cynku i tlenek tytanu. Niestety biorąc pod uwagę nanorozmiar cząsteczek, mogą wchłaniać się przez skórę, a na dalszy ich los w organizmie przestajemy mieć wpływ. Także całkiem możliwe, że dotrą do każdej z możliwych komórek organizmu i będą działać mutagennie.

Nanocząsteczki: będąc już w temacie nanosubstancji - nanocząsteczki mogą wywierać szereg działań toksycznych poza wspomnianą wyżej genotoksycznością, takie jak cytotoksyczne, stres oksydacyjny a także działanie zapalne. Nanonośnikami są teraz bardzo popularne i modne liposomy, w których zamykane są np. koenzym Q10, retinol, kwas laurynowy, kolagen, elastyna i wiele wiele innych.

Barwniki: w szamponach, dezodorantach, farbach do włosów, pastach do zębów, odżywkach, można spotkać substancję barwiącą E133 (Błękit brylantowy FCF). Jest to substancja rakotwórcza (do jej produkcji używana jest benzyna...), może wywołać astmę, katar sienny, pokrzywkę a także nasilić objawy nietolerancji salicylanów (czyli np. aspiryny).

Triclosan: stosowany krótko nie działa toksycznie. Natomiast kto chciałby mieć z nim przygodę wiedząc, że ma działanie rakotwórcze, teratogenne. W kosmetykach występuje jako antyseptyk, pojawia się w kosmetykach p/trądzikowych.

Talk: stosowany jest w produkcji pudrów, jako dodatek do mydeł, teoretycznie zwykły nieszkodliwy minerał. Natomiast zdarza się, że w przemyśle kosmetycznym występuje w zanieczyszczonej formie - z ołowiem i chromem - co cechuje go już działaniem rakotwórczym. Ponoć stosowany regularnie w okolicach inymnych 3-4 krotnie podnosi ryzyko powstania raka jajników (są badania, dla ciekawskich mogę wysłać w wiadomości prywatnej;) )

Bentonit: wg IARC (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem) wdychanie pyłu bentonitowego może być szkodliwe dla układu oddechowego (w postaci pyłu w produktach kosmetycznych występuje w maskach do rozrabiania z wodą). Poza tym wnika w do porów skóry, gdzie pęcznieje pod wpływem wilgoci i zatyka je. Jest to działanie komedogenne oraz przyczynia się do powstawania stanów zapalnych. Utrudnia oddychanie skórze, a tworząc beztlenowe warunku ułatwia sprawę bakteriom beztlenowym, które biorą udział w rozwoju trądziku.

Tauryna: co prawda tauryna występuje naturalnie w organizmie, ale ta stosowana w napojach i kosmetykach jest pochodzenia syntetycznego. Pojawia się m.in. w składach produktów do włosów, działając bardzo korzystnie. Ale - w podwzgórzu, gdzie może dotrzeć - może modyfikować funkcję neuroendokrynną, działając immunostymulująco, gdzie jest szansa, że doprowadzi to nawet do rozwoju łuszczycy.

Olej mineralny (mineralne parafiny): mój wszechobecny ulubieniec ;) pochodna ropy naftowej. Dlaczego unikam? Parafinowa maź pokrywa szczelnie skórę, co może zatykać pory, uniemożliwiać usuwanie toksyn poprzez drogę skórną, wywoływać trądzik, spowalnia też rozwój komórek skóry, co skutkuje przedwczesnym starzeniem. Poza tym stosując produkt z parafiną, nie mamy pojęcia czy jej postać jest całkowicie czysta, a ta ma zdolności łączenia się z WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, w tym BaP). Jeśli chodzi o kosmetyki do ciała (nawet peelingi) moja ostrożność jest taka sama. Parafiny mają tendencję do odkładania się w tkance tłuszczowej, a nawet mleku karmiących matek...

Ftalany: występują w lakierach do włosów, piankach do włosów, żelach, perfumach, dezodorantach. Działanie toksyczne polega na tym, że u dzieci mogą wykazywać działanie estrogenne (przedwczesne dojrzewanie dziewczynek, przedwczesny rozwój piersi) natomiast u chłopców mogą hamować syntezę androgenów (skutkuje to utratą komórek w jądrach).

Dużo się tego zrobiło jak na pierwszy raz w tak poważnej sprawie. Ten post nie ma służyć straszeniu Was i przestrzeganiu przed używaniem produktów, które lubicie i cenicie. Wszystko z umiarem i większą świadomością, a będzie dobrze :) Ciąg dalszy nastąpi.



Powyższy post powstał dzięki uprzejmości i na podstawie materiałów opracowanych przez wykładowcę Uniwersytetu Jagiellońskiego, Panią Doktor n. farm. Małgorzatę Gawlik


czwartek, 23 października 2014

Olejek Alterra brzoza i pomarańcza


Jesienią i zimą dbam o ciało częściej niż latem, nie wiem skąd ten paradoks. Lubię ładne zapachy wokół siebie, może bierze się to stąd, że spędzając więcej czasu pod kocem, miło mi gdy pachnie zapalona świeca, oraz moje nasmarowane nowymi specyfikami ciało :)
Tak jak nie wszystko złoto co się świeci, tak też nie wszystko co ma dobry skład i zapach musi mieć wysoką cenę. Olejek z Rossmanna jest tego świetnym przykładem. Jest obecnie w promocji (kosztuje około 19zł), także kto go jeszcze nie zna niech goni do najbliższego sklepu. Wciera się go w jeszcze wilgotną skórę po kąpieli (bardzo fajnie ją zmiękcza i uelastycznia), co jest szybkie i przyjemne, a pachnie bardzo świeżo i pobudzająco - zapach cytrusów dodaje energii i ma właściwości antydepresyjne - idealnie na jesień. Jeśli chcemy - zgodnie z zaleceniem producenta - wywołać bardziej efekt antycellulitowy (takie jest przeznaczenie olejku), niż zadowolić się samą przyjemnością stosowania i faktem nawilżonej skóry, trzeba ten olejek energicznymi kolistymi ruchami w siebie wetrzeć, najlepiej po 5 minut na każdą partię ciała jak się uda (stopniowo od kostek w stronę kolan, od kolan w stronę pachwin, pośladki, brzuch - zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Ale wiadomo - taki automasaż jest wyzwaniem, można się nieźle zmachać, za to efekty rekompensują zadany sobie trud. Najlepiej stosować 2 razy dziennie, cena zachęca do kilkumiesięcznej kuracji. Zapach również. Skład: m.in. olej z limonki, olej z pestek moreli, oliwa z oliwek, olej jojoba, olej z miąższu owoców rokitnika zwyczajnego. Bomba!



Nowy kolor na jesień, następca fuksji

Gratis do Rossmannowych zakupów, z którym nie wiem co zrobić. Przeraża mnie skład i alkohol na drugim miejscu zaraz po wodzie ;)

czwartek, 25 września 2014

Z wizytą w Drogerii Natura


Moje kosmetyczne łupy są zazwyczaj wynikiem szpagatu jaki robię między promocjami w Rossmannie i Super-Pharm. Ostatnimi czasy do ulubionych sklepów dołączyło Hebe, w którym kupiłam profesjonalny (gabinetowy) peeling do ciała z Tołpy, w objętości 400ml za niecałe 40zł. Ale nad nim i innymi większymi lub mniejszymi gwiazdami Tołpy będę rozpływać się w osobnym poście. Rzadko zaglądam do Natury, jest mi nie po drodze i niczym mnie ten sklep nie zachęca. Postanowiłam to zmienić, jak się okazało był to raczej jednorazowy wyskok. Największym pozytywem był fakt, że w końcu znalazłam lawendową wodę do spryskiwania prania, ręczników i pościeli z Pachnącej Szafy. Jest ekstra, przyjemny delikatny zapach, daleki od syntetycznych kojarzących się z toaletą woni. Poza tym prawie same rozczarowania, szczegóły poniżej.

   
Opakowanie soli (500g) i saszetka złotego gęstego płynu (20ml). Po otwarciu paczki soli zmartwił mnie zapach... plastiku. Do wanny wsypujemy sól i wlewamy zawartość saszetki. Jeśli tak pachnie luksus, to ja dziękuję. Koszt zabawy to jakieś 8zł. Dla mnie był to jednorazowy eksperyment.

Teoretycznie w składzie nic więcej poza solą z Morza Martwego, czyli dobrze i bezpiecznie. Jednak po doświadczeniu z solą powyżej jeszcze trochę się wstrzymam przed jej użyciem


Lubię Le Petit Marseiliais za miłe zapachy, dobrą cenę i duże objętości. W Naturze w końcu znalazłam żel pod prysznic o zapachu miodu lawendowego

Przyjemna i uzależniająca woda aromatyzowana



Green Pharmacy... smutek i zwątpienie. Miał być peeling cukrowy o zapachu róży piżnowej i zielonej herbaty. Była sztuczna papka o ostro syntetycznym zapachu. Na szczęście kosztowało mnie to rozczarowanie "tylko" 7zł. Nigdy więcej nic z Green Pharmacy. Aha no i w składzie pochodna ropy naftowej, ale myślałam że cudowny zapach zrekompensuje mi obecność tego nieszczęsnego składnika. Nic bardziej mylnego.




Pachnące saszetki do szafy w trakcie testowania, chciałabym żeby ubrania choć trochę podłapały ich zapach  


czwartek, 24 lipca 2014

Na czym polega opalanie skóry?

Dziwnie się czuję pisząc o opalaniu, gdy za oknem pada deszcz, a słońce nawet nie próbuje przebić się przez grubą warstwę chmur. Ale do rzeczy. Będzie kilka słów o opalaniu, a konkretnie o różnicy między zażywaniem kąpieli słonecznych, gdzie główną rolę grają promienie UV, oraz o opaleniźnie z tubki, czyli jak działają samoopalacze. 
Kwestię solarium pomijam wymownym milczeniem. Jeśli znajdzie się śmiałek, który wyjaśni mi po co chodzi się do solarium, to chętnie przeczytam i postaram się to jakoś zrozumieć. Dla mnie solaria są totalnie zdyskwalifikowane głównie ze względów higienicznych, na drugim miejscu jest rozsądek (nie uwierzę, że klienci solariów używają filtrów UV), na trzecim estetyka (efekt skwarki).  Także tyle na ten temat. 

SŁOŃCE
Dziwi mnie fakt, że wciąż wiele osób z mojego otoczenia lekceważy ochronę przed promieniowaniem UV, nawet podczas świadomego opalania się. W efekcie dochodzi do oparzenia słonecznego, które oprócz tego że do przyjemnych doświadczeń nie należy, to zwiększa ryzyko rozwoju zmian przednowotworowych i nowotworów skóry. Nie mówiąc już o tym, że owe promieniowanie skutkuje fotostarzeniem skóry. Jeśli naszym celem nie jest przyspieszenie procesów starzenia skóry, lepiej sięgnąć po wysokie filtry, chyba że marzą nam się zmarszczki wokół oczu a'la Mandaryna. Wtedy polecam smażing do oporu. 
Czym właściwie jest opalanie, czyli zmiana zabarwienia skóry na złotobrązową? To odpowiedź obronna organizmu na promienie ultrafioletowe, polegająca na produkcji i ułożeniu melanocytów (komórek barwnikowych) w taki sposób, aby chroniły one komórki warstwy podstawnej naskórka. Teraz można odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zdrowe jest wymuszanie takiej reakcji na swoim organizmie ;) 
Aha, zapomnijcie że filtr SPF 6 was chroni. Tak naprawdę ostatnio ukazały się badania naukowe, że nawet filtry z wysokim faktorem dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Wszystko zależy od tak wielu czynników (pocenie się, fototyp, przyjmowanie leków, ziół, przebyte choroby lub te już istniejące, ciąża, dieta i wiele innych), że trzeba ich używać rozsądnie i aplikować ponownie co 2h, aby uninąć przykrych konsekwencji. 
Udając się na plażę najbezpieczniej jest zabrać ze sobą balsam do ciała z SPF30 oraz krem do twarzy SPF50, ale to recepta nie dla każdego. Na pewno nie dla rudzielca o mlecznej skórze, raczej dla osoby która ma tendencję do oparzeń, ale też do złapania brązowej opalenizny. 
Podsumowując, po brawurowej kąpieli słonecznej czeka nas:
-rumień (rozszerzenie i uszkodzenie naczyń krwionośnych, znika do 3 dni od ekspozycji na słońce, złuszczając się. Jest to stan zapalny, czyli nic dobrego)
-oparzenie słoneczne (zmiany występują od kilku do kilkunastu godzin po nasłonecznieniu! Przypominają oparzenie II stopnia. Objawy: rumień, obrzęk (opuchnięcie), pęcherzyki, pieczenie, świąd skóry. W takim wypadku trzeba pić bardzo dużo wody)
-opalenizna. To czy warto się o nią zabijać, mając skórę wrażliwą, cienką, z naczynkami, trądzikową, z tendencją do przebarwień, lub po prostu nie chcąc się za szybko zestarzeć, to już indywidualna sprawa każdej osoby, tak samo jak palenie papierosów. No właśnie, dlaczego to takie oczywiste, że palenie papierosów jest niezdrowe i niebezpieczne w konsekwencjach, a o opalaniu mówi się raczej dobrze?

SAMOOPALACZE

Niektórzy nie lubią tego charakterystycznego zapachu skóry, który uwalnia się po zastosowaniu produktów brązujących. Jednak jeśli ciało czy twarz naprawdę straszy bladością, mamy teraz do wyboru setki kosmetyków. Mają one oprócz standardowego działania brązującego dodatkowe właściwości i coraz to ciekawsze składniki wspomagające codzienną pielęgnację skóry. Mechanizm działania w skórze jest inny, efekt sztucznej opalenizny daje synteza melanoidów (brunatnych pigmentów) za sprawą działania np. DHA (dihydroksyacetonu), który najczęściej gości na etykietach. Podobne substancje to juglon, lawson, aldehyd mukonowy, acetal tetraetylowy aldehydu mukonowego, erytruloza (ta pochodzenia naturalnego znajduje się w brązującym balsamie czekoladowym Organique), alloksan, ninhydryna.
Po zastosowaniu dihydroksyacetonu na skórę obserwujemy reakcję Maillarda, która zachodzi dwuetapowo. Najpierw DHA łączy się z grupami aminowymi aminokwasów budujących białka warstwy rogowej naskórka, później tworzone są barwne kompleksy - melanoidyny. 
Jeśli obawiacie się smug powstałych z nierównomiernego rozprowadzenia preparatu, warto mieszać go z balsamem do ciała, lub opcjonalnie kremem do twarzy. W przypadku mgiełki widocznej na zdjęciu powyżej, najpierw nakładam krem nawilżający, następnie spryskuję dłonie mgiełką i wsmarowuję ją w skórę twarzy. 
Poza tym żadnych skutków ubocznych, chyba że zapomnicie umyć ręce po aplikacji :))

Tak na marginesie, jasna skóra wcale nie jest taka zła! Podglądnijcie trendy makijażowe Diora czy Chanel, może to was przekona ;)

czwartek, 27 marca 2014

Pod lupą: L'Occitane Shaping Delight

Wiosna zawitała w spektakularnym stylu, dodając motywacji do codziennego działania. Między innymi do tego, żeby zrobić coś z naszym ciałem i skórą, które po zimie często są smutnym obrazkiem tego, co kilka miesięcy temu było jeszcze jędrne i seksowne. W tym sezonie moimi najbliższymi przyjaciółmi zostają produkty z migdałowej linii L'Occitane, które oprócz tego że dostatecznie nawilżają skórę, świetnie pachną i ujędrniają. W pielęgnacji skóry ważna jest systematyczność, najlepsze efekty uzyskamy smarując skórę 2 razy dziennie (rano i wieczorem) okrężnymi, masującymi ruchami. Każdy kosmetyk wniknie lepiej dzięki masowaniu, wklepywaniu i podszczypywaniu skóry, dlatego smarując ciało czy twarz zatrzymajcie się na chwilę, zamknijcie oczy i zróbcie to 10 razy dłużej niż zwykle, chociaż raz, żeby zobaczyć jak to jest.
Wiadomo, że żaden kosmetyk nas nie odchudzi, ani nie zniweluje do końca cellulitu, ale będąc sumienną można stracić od 1cm do 2,5cm w obwodach ud czy talii. Do tego ruch i 5 zdrowych posiłków dziennie, a lista kompleksów ukróci się do spraw, które można "załatwić" makijażem ;)

Oto oni: mleczny koncentrat, żel modelujący, olejek pod prysznic i olejek nawilżająco-ujedrniający

A pod lupę biorę dzisiaj skład Shaping Delight

Skład żelu modelującego cialo Shaping Delight

Pomijając składniki oczywiste, typu Aqua (woda), Glycerin (gliceryna) czy Alcohol, których działania przybliżać wam raczej nie muszę, postaram się wyjaśnić co stoi za pozostałymi nazwami w recepturze kosmetyku i o czym to świadczy.
Pamiętajmy, że receptura kosmetyku zaczyna się od składnika, którego w produkcie jest najwięcej, a kończy tym, którego jest najmniej, zazwyczaj składy o stężeniu poniżej 1% wymieniane są alfabetycznie.
Methylsilanol mannuronate (mannuronian metylosilanolu) - ma w tym składzie funkcję kondycjonującą skórę. Jest emolientem, który zmiękcza, wygładza i pośrednio nawilża, bo tworzy na powierzchni skóry warstwę okluzyjną, przez co zapobiega nadmiernej ucieczce wody przez naskórek.
Caprylic/Capric triglyceride (trójgliceryd kaprylowo - kaprynowy) - to także emolient, fukcje jak wyżej. W samym kosmetyku poprawia konsystencję, zwiększa jego lepkość, poprawia poślizg przy rozprowadzaniu preparatu na skórze, bo jest substancją tłuszczową.
Dimethicone (polidimetylosiloksan)- kolejny emolient, oraz ułatwia rozprowadzanie preparatu
Sodium Polyacrylate (poliakrylan sodu) - kondycjonuje skórę, zmiękcza, wygładza, substancja silnie higroskopijna - wiążąca wodę, wiąże składniki kosmetyków, stabilizuje kosmetyk - przedłuża jego trwałość chroniąc przed rozwarstwianiem
Prunus Amygdalus Dulcis (sweet almond) oil (olej ze słodkich migdałów) - emolient, kondycjonuje, zmiękcza, wygładza. Posiada kwas oleinowy, linolowy oraz witaminy A, D, E, B1, B2, B6
Prunus Amygdalus Dulcis seed extract (ekstrakt z nasion migdałowca) - funkcja kondycjonująca
Prunus Amygdalus Dulcis protein (proteiny migdałowe) - funkcja kondycjonująca
Prunus Amygdalus Dulcis bud extract (ekstrakt z pączków drzewa migdałowego) - wysmukla i rzeźbi sylwetkę poprzez zawarte w nim flawonoidy, które stymulują mikrokrążenie
Verbena Officinalis extract (ekstrakt z werbeny) - kolejny emolient, roślinny z werbeny, bardzo docenionej na Prowansji
Sambucus nigra flower extract (ekstrakt z kwiatu czarnego bzu) - funkcja kondycjonująca skórę
Butylene glycol (glikol butylenowy) - również kondycjonuje, ale ma też rolę w promowaniu przenikania innych substancji w głąb skóry. Jest też rozpuszczalnikiem dla innych substancji np. wyciągów roślinnych w kosmetyku, wpływa też na zmniejszenie lepkości, chroni kosmetyk przed wysychaniem i krystalizacją przy ujściu pojemnika.
Parfum/fragrance - substancja zapachowa
Mannitol - kondycjonuje (zmiękcza, wygładza), nawilża, jest humektantem - czyli jak substancja powyżej - zapobiega wysychaniu i krystalizacji kosmetyku
Ethylhexylglycerin (etyloheksylogliceryna) - emolient, łagodny humektant, wspomaga działanie tradycyjnych konserwantów
Octyldodecyl pca - emolient
Ethylhexyl methoxycinnamate (octinoxate) - filtr UV chroniący przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego, oraz chroniący kosmetyk, absorbując promienie UV
Butyl methoxydibenzoylmethane (avobenzone) - funkcja jak wyżej
Ethylhexyl salicylate (octisalate) - również filtr UV
Menthyl pca - kolejny humektant i czynnik kondycjonujący skórę
Glyceryl polymethacrylate - susbtancja kontrolująca lepkość kosmetyku
Tocopherol (witamina E) - antyoksydant, hamuje procesy starzenia, wzmacnia barierę naskórkową, co hamuje transepidermalną utratę wody, to z kolei poprawia nawilżenie skóry. Zapobiega pojawianiu się stanów zapalnych, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych.
Biosaccharide gum-1 (Fukożel) - czynnik kondycjonujący, długotrwale i głęboko nawilża, koi podrażnienia, rewitalizuje skórę
Lecthin (lecytyna) - w recepturze analizowanego produktu lecytyna jest pochodzenia naturalnego. Poprawia stopień nawilżenia skóry
Chlorphenesin - łagodny konserwant o szerokim spektrum działania, używa się go w połączeniu z innymi konserwantami
Potassium sorbate (sorbinian potasu) - konserwant, chroni również kosmetyk przed wtórnym zakażeniem mikroorganizmami, gdy nabieramy preparat bezpośrednio palcami z opakowania
Trisodium EDTA - wspomaga działanie konserwantów, wpływa na zwiększenie trwałości kosmetyku, zapobiega zmianom barwy i konsystencji
Phenoxyethanol (fenoksyetanol) - konserwant, uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w kosmetyku i chroni przed wtórnymi zakażeniami preparatu przy codziennym użytkowaniu
Sorbic acid (kwas sorbowy) - konserwant
Geraniol - nienasycony alkohol alifatyczny z grupy terpenów. Imituje zapach pelargonii
Limonene - jednopierścieniowy węglowodór pierścieniowy. Imituje zapach skórki cytrynowej
CI (colour index) 19140/yellow 5 - cytrynowożółty barwnik pochodzenia chemicznego, używany też w przemyśle spożywczym i do farbowania lekarstw
CI 42090/blue 1 lake - niebieski barwnik pochodzenia chemicznego


Podsumowując: Trochę tego jest :) Shaping Delight nie jest produktem w 100% naturalnym, jeśli jesteście alergikami, macie uczulenie na aspirynę, najpierw zróbcie sobie próbę uczuleniową. Chemii samej w sobie w kosmetyku jest mało, bo jak widzicie jest na szarym końcu receptury, która głównie skupia się na dobroczynnych składnikach pozyskiwanych z migdałowca. Żel zachęca do regularnego stosowania swoim bardzo przyjemnym zapachem i tym, że skóra od razu po aplikacji wygląda lepiej i jest delikatnie napięta. 

Mleczny koncentrat nawilżająco-ujędrniający z serii migdałowej. Ma inny zapach niż Shaping Delight, taki sam jak olejek ujędrniająco-nawilżający i olejek pod prysznic. 

sobota, 15 marca 2014

Tymczasem w mojej rzeczywistości...

stos czytadeł nie przestaje rosnąć... 
 Myślę o wdrożeniu postów omawiających szczegółowo składy kosmetyków, tak żeby rozwiać wszelkie wątpliwości i obalić mity...

gdy zaskoczy na twarzy nieproszony gość sięgnij po siarkę :))
 Zastanawiam się nad zakupem kremu z serii Siarkowa Moc, ktoś miał? Polecacie?

Migdałowa seria L'Occitane uzależnia
Ten migdałowy olejek dostałam niedawno, ale miałam wcześniej już przyjemność zapoznania się z nim bliżej i bezapelacyjnie zostanie ze mną na dłużej. Cudownie pachnie, ujędrnia i wygładza skórę, no i wiadomo - nawilża. Jego wyjątkowość podkreśla fakt, że szybko się wchłania, można śmiało powiedzieć, że jest suchym olejkiem. Zapach zachęca do regularnego stosowania. Ja lubię to robić przed snem, tak żeby piżama i pościel pachniały migdałem razem ze mną :)) Więcej o migdałowej serii niebawem.

wtorek, 11 marca 2014

Mój podkład życia - La Roche-Posay Toleriane Teint


Fantastyczny, lekki, dający zaskakująco naturalny efekt. Mój pierwszy podkład w musie. Duży plus za to, że jest wyciskany z tubki - taka aplikacja ogranicza ilość mikroorganizmów dostających się do produktu. Podkład sprawia, że skóra jest gładka jak aksamit. Przebił przyjemnością stosowania wszystkie moje wcześniejsze podkłady. Jest matujący, ale myślę że na skórach suchych również się sprawdzi. Cudo. Ma SPF20. Bardzo prosty w użyciu, skraca czas wykonywania makijażu :)

poniedziałek, 3 lutego 2014

L'Occitane en Provence


Prowansja to nie tylko lawenda, a L'Occitane to nie tylko najlepszy na świecie krem do rąk z 20% masłem shea :))  Przedstawiam Wam kilka moich ulubieńców, których lista na nieszczęście mego portfela rośnie. Jako obsesyjna fanka lawendy, wierząca w jej działanie relaksujące i nie tylko, zacznę od produktów z królową Lamiaceae w roli głownej składu kosmetyku.


Od lewej: płyn do kąpieli, którego żelowa konsystencja przekłada się na wydajność produktu. Po wlaniu dwóch zakrętek do strumienia wody daje duuużo piany. W takiej kąpieli zmęczone mięśnie się rozluźniają, a myślami odlatujemy gdzieś w okolice Prowansji właśnie. Kolega obok to 2w1: żel pod prysznic i płyn do kąpieli. Oprócz lawendy zawiera geranium i drzewo herbaciane, przez co świetnie odświeża skórę, a jego zapach koi zmysły. Uwielbiam się nim umyć po treningu.


Powyżej seria chyba, mimo mej miłości do lawendy, najbliższa mojemu sercu. Zapach migdałowy jest inny niż w kosmetykach migdałowo-podobnych, których raczej unikałam ze względu na duszącą, słodką woń. Tutaj migdał jest w wersji lekkiej, świeżej i inspirującej. Olejek do mycia ciała pod prysznic jest mistrzostwem świata. Każda sucha skóra go pokocha, zwłaszcza należąca do tych leniwych osobników. Olejek delikatnie myje, otulając skórę aromatem migdała i pozostawiając ultracienki film, który daje uczucie komfortu i odprężenia. Coś niesamowitego. W słoiku po prawej stronie, jest już 'zjedzony' przez moją skórę krem do ciała. Ma lekką formułę, więc świetnie sprawdza się też w ekspresowej porannej pielęgnacji, ze względu na ekstratempo wchłaniania. Nawilża i wygładza na piątkę z plusem. Myślę, że tych dwóch produktów nie powinno się rozdzielać, w połączeniu na ciele pachną długo, subtelnie ale baaardzo zmysłowo :))


A oto SOS dla skóry suchej - lekki krem do ciała z 10% zawartością masła shea. Atuty: nie pozostawia tłustego filmu na skórze, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miłą w dotyku, genialnie pachnie. Dostępne są trzy wersje zapachowe tego cudeńka, ja wybrałam na zimę zapach waniliowy - co znowu dla mnie było zaskoczeniem, bo nigdy nie lubiłam kosmetyków pachnących jak jedzenie. A tutaj wanilia nie pachnie typowo, wręcz zaskakuje nutą palonego drewna. Czuję się jakbym miała w domu upragniony kominek ;) Wady: brak :))


Jako że L'Occitane (czyt. Loksitan) w większości produktów bazuje na maśle shea, nie mogło się obyć bez sztandarowych przyjaciół ust zawierających 10% i 100% masła shea. Sztyft do ust idealny do torebki i ochrony ust w ciągu dnia, poza domem. Ma dobre powinowactwo do ust, przez co trudno go z nich zjeść czy zlizać. Nie pachnie, nie zlepia ust. W puszeczce po prawej mamy czysty 100% wyciąg z masła shea z witaminą E. U mnie sprawdza się w domu - ze względu na aplikację palcem, jako doraźne nawilżenie ust, oraz nocna regeneracja, bo ma właściwości silnie odżywcze. Na jego bazie w połączeniu z cukrem można sobie zrobić domowy eko-peeling ust. Produkt bardzo, bardzo gęsty, twardy, mięknący pod wpływem ciepła - stąd dobrze przylega do ust, chroniąc je skutecznie nawet w zamieci śnieżnej. Polecam też do każdych ekstremalnie przesuszonych miejsc na skórze i jako regenerację i jako niewidzialny opatrunek.


Kolejne uzależnienie, tym razem moich włosów za sprawą serii Aromakologia, mającej w składzie aż 5 olejków eterycznych: ylang-ylang, geranium, paczula, lawenda, dzięgiel. Reprezentantem jest buteleczka po lewej, w tej chwili już zużyta, była to odżywka do włosów z linii regenerującej. Najpierw oszalałam na punkcie szamponu, potem okazało się że bez odżywki też nie mogę się obejść, bo nałożona pod prysznicem na zaledwie 1,5 minuty, pomaga rozczesać moje dziko splątane włosy bez wyrywania ich i szarpania. Szampon ma w swoim zapachu taką moc, aż śmiało można powiedzieć, że myjąc głowę fundujemy sobie przy okazji aromaterapię. Serio. Nigdy dotąd tak długo i dokładnie nie myłam głowy i włosów, które pachną później przyjemnie i świeżo. Oczywiście czuć lawendę, no bo jak ;)
Butelka po prawej to żel pod prysznic z serii Kwitnąca Wiśnia, która wbrew pozorom nie pachnie słodko i przewidywalnie. Zapach jest bardzo wdzięczny, kobiecy, przyjemnie odświeża i pozostaje na skórze jakiś ładny czas po umyciu. Co więcej, to również jest 2w1, można go użyć do kąpieli. Milutki produkt :))

Bardzo podobają mi się opakowania, kolory i szata graficzna opakowań L'Occitane. Proste ale niebanalne :)

Następnym razem postaram się napisać coś o moich kolorowych zachwycających odkryciach.

Miłego lutego :))
Bisous!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Eksfoliacja

Czas na peeling. Zastanawiam się, jakie peelingi do domowego użytku są faktycznie skuteczne. Ja znalazłam do tej pory jeden, z Organique z linii Basic Cleaner. Działa na mnie doskonale, trzymam go na twarzy jakieś 10 minut i skóra po zmyciu tego kosmetyku jest rzeczywiście świeża, gładka a ewentualne zatkane pory łatwiej jest oczyścić. Wcześniej miałam peelingi enzymatyczne innych polskich marek, ale nie zauważyłam działania żadnego z nich na mojej mieszanej cerze, stąd przestałam wierzyć w spektakularne efekty domowego złuszczania. Produkty z jakimikolwiek drobinkami ścierającymi, poza tymi do ciała, nie wchodzą w grę. Zazdroszczę osobom, które mogą bez problemu używać do twarzy peelingów drobno czy gruboziarnistych :) Dla mnie zostają te enzymatyczne i peelingi chemiczne, które kocham. Dotąd miałam okazję gościć na twarzy kwas TCA (trójchlorooctowy), płyn Jessnera (14% kwas salicylowy, mlekowy i rezorcyna) i 25% kwas glikolowy. Efekty za każdym razem były cudowne, choć czasem trzeba było trochę wycierpieć i przeboleć okres złuszczania się skóry płatami. Ale warto, każdy może odnaleźć kwas odpowiedni dla swojej skóry i jej potrzeb, bo nawet skórę suchą trzeba złuszczać. Wszelkie kosmetyki będą penetrowały głębiej i działały efektywniej, jeśli pozbędziemy się zrogowaciałego, obumarłego naskórka. To wszystko jest bardzo proste. Żeby lepiej wyglądać trzeba się regularnie złuszczać i oto cała filozofia :) Nie ważne czy naszym problemem są w danym momencie zmarszczki, suchość skóry, trądzik, nadmierne przetłuszczanie. Myślę, że decydując się na zabieg u profesjonalisty, lepiej zrezygnować z mikrodermabrazji i tym podobnych i postawić na kwasy. Zdanie to opieram na doświadczeniu, które zebrałam z obu stron: jako pacjent i jako kosmetolog :) 

Mój numer jeden domowej eksfoliacji, jeśli znacie jakieś skuteczne peelingi enzymatyczne, to chętnie spróbuję czegoś nowego :)



P.S. Wreszcie kupiłam w Sephorze paletkę do brwi: dwa cienie, wosk i zestaw mini przyborów: pędzelek skośny, szczoteczka i pęsetka. Henna poszła w odstawkę, bo bardzo lubię ten produkt, a dzięki wystylizowanym (wyczesanym :)) brwiom twarz nabiera charakteru i wyrazistości. Pierwsze moje wrażenie było takie, że wyglądam złowrogo, ale teraz już się nie mogę obejść bez cieni do brwi przy codziennym makijażu :))

Looove