Moje kosmetyczne łupy są zazwyczaj wynikiem szpagatu jaki robię między
promocjami w Rossmannie i Super-Pharm. Ostatnimi czasy do ulubionych
sklepów dołączyło Hebe, w którym kupiłam profesjonalny (gabinetowy)
peeling do ciała z Tołpy, w objętości 400ml za niecałe 40zł. Ale nad nim
i innymi większymi lub mniejszymi gwiazdami Tołpy będę rozpływać się w
osobnym poście. Rzadko zaglądam do Natury, jest mi nie po drodze i
niczym mnie ten sklep nie zachęca. Postanowiłam to zmienić, jak się
okazało był to raczej jednorazowy wyskok. Największym pozytywem był
fakt, że w końcu znalazłam lawendową wodę do spryskiwania prania,
ręczników i pościeli z Pachnącej Szafy. Jest ekstra, przyjemny delikatny
zapach, daleki od syntetycznych kojarzących się z toaletą woni. Poza
tym prawie same rozczarowania, szczegóły poniżej.
| | |
| Opakowanie
soli (500g) i saszetka złotego gęstego płynu (20ml). Po otwarciu paczki
soli zmartwił mnie zapach... plastiku. Do wanny wsypujemy sól i wlewamy
zawartość saszetki. Jeśli tak pachnie luksus, to ja dziękuję. Koszt
zabawy to jakieś 8zł. Dla mnie był to jednorazowy eksperyment. |
 |
| Teoretycznie w składzie nic więcej poza solą z Morza Martwego, czyli dobrze i bezpiecznie. Jednak po doświadczeniu z solą powyżej jeszcze trochę się wstrzymam przed jej użyciem |
 |
| Lubię Le Petit Marseiliais za miłe zapachy, dobrą cenę i duże objętości. W Naturze w końcu znalazłam żel pod prysznic o zapachu miodu lawendowego |
 |
| Przyjemna i uzależniająca woda aromatyzowana |
 |
| Green Pharmacy... smutek i zwątpienie. Miał być peeling cukrowy o zapachu róży piżnowej i zielonej herbaty. Była sztuczna papka o ostro syntetycznym zapachu. Na szczęście kosztowało mnie to rozczarowanie "tylko" 7zł. Nigdy więcej nic z Green Pharmacy. Aha no i w składzie pochodna ropy naftowej, ale myślałam że cudowny zapach zrekompensuje mi obecność tego nieszczęsnego składnika. Nic bardziej mylnego. |
 |
| Pachnące saszetki do szafy w trakcie testowania, chciałabym żeby ubrania choć trochę podłapały ich zapach | | |
|