niedziela, 18 sierpnia 2013

DIY - pasta cukrowa do depilacji ciała

Jest doskonałą alternatywą dla depilacji woskiem. Opanowując domową depilację pastą cukrową możemy pożegnać się z podrażnieniami wywołanymi goleniem maszynką. Dla niecierpliwych: podobno przyrządzenie idealnej pasty wymaga podjęcia trzech prób, ale nie zniechęcajcie się. Wszystko czego potrzebujemy to:
2 szklanki cukru
1/4 szklanki wody
1/4 soki z cytryny
Stosuję tę metodę od niedawna i jak dotąd używałam pasty na wzór ciekłego gorącego wosku, czyli przy użyciu pasków. Ale bardziej zaawansowane zwolenniczki pasty rozprowadzają ją dłońmi, formując z niej kulkę. Jak dojdę do bezpaskowej perfekcji, to na pewno się tym podzielę, tymczasem przedstawiam to co opanowałam do tej pory. Jeśli chodzi o gotowanie pasty, na YouTube jest dobry filmik instruktażowy, na którym widać zmianę zabarwienia piany i konsystencji.
W skrócie: wszystkie składniki łączymy w garnku i gotujemy na średnim ogniu. Gdy masa zagotuje się, zmniejszamy ogień i dalej gotujemy, stale mieszając. Pojawi się piana a całość będzie przypominać karmel przyjmując kolor bursztynowy. Czas gotowania jest różny. Robiłam ją na razie raz i trwało to około 15min, ale spotkałam się z informacjami że można ją przygotować w 7-8 min.



Gotową gorącą pastę przelewam do słoików, bo taka ilość wystarczy na kilka zabiegów. Żeby przejść do depilacji, trzeba poczekać aż wystygnie, bo można się łatwo poparzyć. Za każdym razem przed nałożeniem pasty na wybraną partię ciała sprawdzamy jej temperaturę na nadgarstku. Aby użyć pastę do kolejnego zabiegu, podgrzewam ją na kuchence w łaźni wodnej. Paski zrobiłam z płóciennej torby na zakupy (można też użyć stare jeansy, prześcieradła, generalnie materiał nieelastyczny) a do rozsmarowywania używam noża do masła (może to być też drewniana, wąska szpatułka). Nie używam talku, ale przy wrażliwej skórze można przysypać ją zasypką dla dzieci, tak jak jest to robione przed depilacją gorącym woskiem, w celu wyeliminowania ewentualnych podrażnień. Pastę nakładamy zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa, a pasek odrywamy w kierunku przeciwnym (zdecydowanym, energicznym pociągnięciem), czyli pod włos ;) Pierwszy zabieg przyprawiał mnie o zawroty głowy, ale porównując do wosku boli zdecydowanie mniej, oraz przy każdej następnej depilacji ból jest coraz słabszy. Różne źródła podają, że przy tej metodzie włoski nie mają prawa wrastać odrastając, tego jeszcze nie wiem, ale też nigdy wcześniej mi nie wrastały. Ponoć można usunąć włoski nawet tak krótkie jak 1-2mm, w moim przypadku to się nie sprawdza. Najbardziej optymalna długość włosa to raczej 5mm. Żałuję, że nie przekonałam się do tego specyfiku wcześniej. Gorąco polecam!

piątek, 16 sierpnia 2013

In love with Tołpa

Zarówno ja, jak i moje przyjaciółki kochamy Tołpę całym sercem. Poniekąd to miłość do profesora Stanisława Tołpy (dla ciekawych kim był prof. Tołpa), bo pewnie bez niego firma Tołpa nie gościłaby w naszych łazienkach w postaci kosmetyków. Tak na marginesie Tołpa jest na tyle obecny w naszym życiu, że tuż obok naszego domu znajduje się park Jego imienia :)) 
Na tyle na ile pozwalają mi moje studenckie fundusze staram się sukcesywnie testować coraz więcej produktów tej firmy. Jako że lato bardzo zachęcało do zadbania o ciało, były to specyfiki do smarowania i kąpieli. 

MASKA BOROWINOWA


Z maską borowinową zetknęłam się już wcześniej na zajęciach z Kosmetologii. Jest bardzo gęsta, raczej nie ma zapachu, w konsystencji to pasta, która łatwo rozsmarowuje się na skórze. Jedną saszetką (kupiłam w Rossmannie) uraczyłam uda, brzuch i pośladki, a następnie postępując zgodnie z instrukcją owinęłam ciało folią, co wyglądało tak:

Maska w akcji
Jest to fajny sposób na pielęgnację ciała, jeśli mamy więcej czasu, bo maskę trzeba trochę potrzymać, najlepiej się zrelaksować i poleżeć :)) Dla efektów antycellulitowych i wyszczuplających polecana jest do regularnego stosowania, jako seria zabiegów.  Po jednym razie natomiast skóra jest przyjemnie gładka i napięta.



Byłoby idealnie, gdybyśmy znalazły czas na kąpiel borowinową i peeling przed aplikacją maski, tworząc swój własny zabieg w domowym spa. Ale można pielęgnację dzielić. Ważne żebyśmy robiły dla siebie chociaż trochę dobrego :)) Peeling Planet of Nature upolowałam na przecenach w drogerii Hebe. Elementem złuszczającym są naturalne drobinki ryżowe, zawsze wolę coś naturalnego zamiast syntetycznych polimerów. Oprócz tego ma naturalne ekstrakty roślinne. Lubię.
Nowością w mojej łazience jest kąpiel borowinowa dostępna obecnie na przecenach w Superpharm. Zawiera mix olejków eterycznych, ja szczerze mówiąc poleciałam głównie na lawendę (poza borowiną) w składzie. Uwielbiam lawendowe kąpiele, czasem stosuję czysty olejek eteryczny lawendowy (10 kropli na wannę wody) żeby odprężyć ciało i uspokoić umysł po ciężkim dniu. Działa. A do tego ma jeszcze szereg innych cennych właściwości, o których wspomnę przy okazji posta poświęconego wyłącznie olejkom eterycznym, bo jest w nich taka moc, która nam się nie śniła :))

P.S. Już niedługo coś o domowej depilacji pastą cukrową home made i nowość: efekty 10-dniowej kuracji 10% witaminą C.